Rydwan

  Bomba w górę proszę Państwa

Ostatnio spędzam czas produkując się na różnych forach dyskusyjnych. W tematyce ‘duchowego rozwoju’ ma się rozumieć (znajomy zwrócił mi uwagę, że termin ezoteryka jest ostatnio źle widziany). Wspominam o tym by zwrócić uwagę na ‘kanon’ czy też ‘dogmat’ owego rozwoju, który wyraża się w takim oto dialogu:

P: Dlaczego wiedza i rozwój duchowy nie mogą iść w parze?
O: Mogą i zwykle idą. Przychodzi jednak moment, w którym wiedza przestaje mieć już znaczenie. Takie są prawa duchowego rozwoju.

Popatrz na kartę obok. Widzisz to? Łódź płynie portem. Ciągną ją symetrycznie dwie rybcie. Poddane kontroli. Tresurze. Szkoleniu. Posłuszne komuś. Odpowiada za to ten gość z kijem. I, jak sądzę, właśnie taki gość z kijem przydałby się większości współczesnych ezoteryków. Rzecz w tym, że oni nie poddają się kontroli (nawet własnego umysłu, o rozsądku nie wspomnę), nie potrafią wykazać się żadnym posłuszeństwem, nie posiadają autorytetów zewnętrznych, determinacja i reżim systematycznej pracy są im obce. Liczy się jedno — aby słowa były idealnie śliskie i okrągłe — jak kulki analne w wazelinie — przyjemne i o oczywistym zastosowaniu.

Wracam do własnego życia. Kiedyś, dawno temu na fali fascynacji Ασκητική, zachwycały mnie słowa:

Nie jestem dobry, nie jestem prawy, nie jestem łagodny. Moje szczęście, moje nieszczęścia trudne są do zniesienia. Pełno we mnie bełkotliwych dźwięków i ciemności, pławię się w łzach i krwi w ciepłym korycie ciała. Boje się mówić. Ustrojony w sztuczne pióra wołam, śpiewam, płaczę, by zagłuszyć niemiłosierny krzyk serca. Nie jestem światłem. Jestem nocą, lecz jakiś płomień przenika me wnętrze i je trawi. Jestem nocą trawiona światłem. Zagrożony, niecierpliwiąc się, zataczając w ciemności, usiłuję otrząsnąć się ze snu i stojąc przetrwać parę – tyle, ile wytrzymam – chwil. Male, nieokiełznane tchnienie beznadziejnie walczy we mnie, by zwyciężyć szczęście, zmęczenie, śmierć. Ćwiczę ciało jak bojowego konia. Dbam by zawsze było silne, skromne, gotowe. Hartuje je i mu współczuję. Innego konia nie mam. Dbam, by mój umysł był zawsze czujny, bystry, bezlitosny. Daje mu swobodę, niech zmaga się nieustannie, niech on – światło – pozera mrok mego ciała. Innego narzędzia, by uczynić światło z ciemności nie posiadam. Zachowuje serce płomienne, odważné, niespokojne. Czuje w nim wszystkie burze, sprzeczności, radości i smutki życia. Staram się jednak uczynić je uległym porządkowi doskonalszemu niż mój umysł i twardszemu niż ono samo – porządkowi Wszechświata, który nieustannie podąża w górę.

Do dzisiaj zaszły w tym wyznaniu pewne zmiany. Nie potrzebuję już tak wzniosłych słów do wyrażania prostych prawd. Nie oddzielam już tak ostro, zdecydowanie i wyraźnie ciała od umysłu. Jestem tym, który je koordynuje w swoim człowieczeństwie. Zarządza nimi i cieszy się z efektów ich harmonijnej współpracy — niekoniecznie na drogach duchowego rozwoju — choć także :)

Talia Hello - podstawa medytacji Talia Rider Waite Tarot Thoth Tarot Marsylski

Niektórzy ludzie z mojego otoczenia mają dziwne tendencje - zapominają mianowicie, że serce i rozum nie muszą toczyć ze sobą ciągłej wojny, że to różne odsłony ich samych.

Z pogranicza medytacji

Siła rażenia starożytnych wozów bojowych wydawała się w czasach ich świetności czymś nie do powstrzymania, zatrzymania, przetrwania; trochę jak bombardowanie Hamburga w czasie II Wojny Światowej oglądane z pokładu latających fortec; jak kontrola nad rozpadem jądra atomów konstruktorom broni atomowej. To co wydawało się zagładą miasta, to co wydawało się celem ambitnym lecz nie do osiągnięcia nie było tym czym wydawało się być; ludzie przeżywali bombardowania; kontrolowane reakcje atomowe służą dziś produkcji energii elektrycznej. I tylko czasami gdy zabraknie kontroli rozpętuje się piekło; jak pożary w magazynach amunicyjnych z ostatnich lat w Rosji, czy efekty tsunami w Japonii.

Odniesienia biblijne

Druga Księga Królewska, rozdział 2:

(5) Synowie proroków przebywających w Jerychu przyszli do Elizeusza i powiedzieli mu: Czy ty wiesz, że Jahwe uniesie dziś twego pana w górę, ponad twoją głową? A on odpowiedział: Tak, ja również to wiem, ale zachowajcie spokój! (6) Potem Eliasz powiedział: Zostań tutaj, proszę cię, gdyż Jahwe wysyła mnie nad Jordan. Odpowiedział Elizeusz: Na życie Jahwe i na twoje życie, nie opuszczę cię nigdy! I poszli obaj razem. (7) Pięćdziesięciu spośród synów prorockich szło za nimi. Zatrzymali się w pewnej odległości naprzeciwko ich, a oni stanęli nad brzegiem Jordanu. (8) Wtedy Eliasz wziął swój płaszcz, zwinął go i uderzył nim o wodę, tak że wody się rozdzieliły, a oni obaj przeszli suchą nogą na drugą stronę. (9) Kiedy już przeszli na drugą stronę, Eliasz powiedział: Powiedz, co chcesz, żebym ci uczynił, zanim zostanę zabrany od ciebie. Elizeusz odpowiedział: Niech twój duch zstąpi na mnie w podwójnej mierze! (10) Eliasz powiedział: Żądasz ode mnie rzeczy bardzo trudnej. Ale stanie ci się to, jeśli będziesz mnie widział w chwili, gdy będę się z tobą rozstawał; natomiast nie spełni się twoje życzenie, jeśli nie będziesz mnie wtedy widział. (11) Kiedy ruszyli w dalszą drogę, rozmawiając ze sobą, nagle rydwan ognisty, zaprzężony w dwa ogniste rumaki, rozdzielił ich i Eliasz, spowity trąbą powietrza, został zabrany do nieba.